Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ks. B. ani jęknął. Wreszcie dnia pewnego, kiedy wyczerpany zawlókł się do ogrodu luksemburskiego, aby tam brewiarz odmówić, po kilku krokach padł. Podbiegli ludzie, ale on już nie żył.
Czy był świętym, dowiemy się, mój drogi, na Sądzie Bożym; ale że był bohaterem, któż zaprzeczyć się ośmieli?


Inny bohater w wielkim stylu: św. Franciszek Ksawery.


Postacią z wielu względów przypominającą św. Pawła był w nowszych czasach św. Franciszek Ksawery. To też i on jest w całem tego słowa znaczeniu bohaterem.
Człowiek to, który, jak drugi Aleksander, wybiera się na Wschód daleki po zdobycze, — nie zdobycze jakicheś państw czy królestw, ale na zdobycz całego świata. — A zdobyć go chce nie dlatego, żeby, jak sławny zdobywca macedoński go podeptać, ale dlatego, aby przemienić w nim ducha, podnieść, uszlachetnić, oświecić i z ciemności barbarzyńskiego pogaństwa wyprowadzić na światło chrześcijańskiej cywilizacyi i kultury.
Człowiek to, który niezatartemi głoskami zapisuje swe imię w dziejach 52 królestw, do wiary świętej przez siebie nawróconych — z brewiarzem i krzyżem w ręku przebiega pieszo przestrzenie olbrzymie i własnoręcznie chrztem świętym odradza przeszło milion ludzi — czyta w sercach ludzkich, przepowiada przyszłość, rozkazuje morzom, burzom, chorobom, i nawet