Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/023

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie potrzeba szukać ich długo. Oto świeży podany przez »Gaulois« (1912) przykład. Roku zeszłego zachorował ks. Beauschène, misyonarz w Kongo, na straszną śpiączkę afrykańską, przy dzisiejszym stanie nauk, chorobę nieuleczalną. Kilka miesięcy zostawało mu do życia. Te chciał on spędzić we Francyi. »Jestem zgubiony, — rzekł on na audyencyi do swego biskupa, — śmierci się nie boję. Jednego mi tylko żal, że nie będę mógł dalej pracować nad nawracaniem biednych czarnych, do których mnie P. Bóg przeznaczył. Ale i te ostatnie miesiące należą do nich. Chcę się przyczynić do wynalezienia lekarstwa na chorobę, która z tysiącami czarnych mnie obecnie pozbawi wkrótce życia. Postanowiłem tedy wrócić do Francyi, aby w instytucie Pasteura na mnie robiono doświadczenia. Może te badania lekarskie posuną naprzód i przyspieszą wynalezienie środka zaradczego na tę chorobę. A tu prośba, zaopatrzona mym podpisem, że z własnej, nieprzymuszonej woli na to się ofiarowuję. Proszę o jej przyjęcie«.
Wzruszony do głębi biskup uściskał go, pobłogosławił na drogę i oczywiście udzielił żądanego pozwolenia. Przez kilka miesięcy poddawano tedy ks. B. doświadczeniom, nieraz bolesnym bardzo, szczególnie przy pewnej punkcyi w biodrach, która w celach dokładnej analizy potrzebną była dla wydostania soków gastrycznych. Kilka razy na własne jego prośby powtórzono ją bez użycia środków usypiających.