Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


równocześnie nie jest człowiekiem cnotliwym. P. Bóg w czynie tak, jak Go nam przedstawia rozum i naucza wiara — to świętość sama. Stąd bohater chrześcijański, mający być pod tym względem obrazem Pana Boga, musi jaśnieć cnotą. Bez cnoty brakowałoby mu czegoś istotnego.
Dlatego, gdyby obok pewnych objawów cnoty, znalazły się w nim nałogi złe i nieumiarkowane namiętności, — a tem bardziej, gdyby okazały u niego ciężkie moralne upadki, lub co gorsza, wielkie występki: to o bohaterstwie prawdziwem nigdy i pod żadnym warunkiem nie mogłoby być w nim mowy.
Nadto idea bohatera z pojęciem cnoty łączy pojęcie siły, której zewnętrznym objawem jest odwaga i męstwo nieustraszone, gotowe na wszystko. Bohater, wobec trudności na jakie natrafia, musi czyn swój objawić z taką siłą i odwagą, żeby zapewnić sobie zwycięstwo.
A to zwycięstwo powinien on na pierwszem miejscu odnieść nad przeciwnikiem sobie najbliższym; a nim jest on sam. Ileż to razy świat widział wielkich wodzów, siejących strach przed sobą, niezwyciężonych przez nieprzyjaciół, a dających się nędznie zwyciężać swym żądzom i namiętnościom, tak, że gniew, pycha, pożądliwość, okazywały się silniejszemi, niźli ich rozum i wola — niż oni sami. Byli to ludzie odważni, mężni i wielcy, ale tylko w pewnym kierunku: w innym i to najważniejszym; byli słabymi i małymi.