Strona:Bogumił Aspis - Sen odrodzenia.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Widziałem hańbę i widziałem — wieńce;
Głośne tryjumfy, głośniejsze spodlenia;
Wzniosłe czułości, nieczulsze sumienia;
Blade bezwstydy i — jasne rumieńce.
Widziałem zbirów, widziałem — proroki;
Widziałem biednych i bogatych roje;
Krwi czarnéj prądy i czystych łez zdroje;
Poziome głupstwa i — rozum wysoki..
Dusze poczciwców upojone szałem
I hypokrytów malowane maski;
Mroki, mgły czarne — i świty i blaski;
Morza promieni i — błota, widziałem!..

Lecz dusza moja, głodem wiedzy drżąca,
Pełna naprzemian ekstaz i obrzydzeń,
Ślepiona czarem tylu sprzecznych widzeń,
Darmo szukała wśród nich — Prawdy słońca!
Darmo pytała mądrych tego świata,
Wielkich derwiszów, proroków natchnionych,
O klucz do wszystkich tych dziwów stworzonych,
Które moc Boża w jeden dramat splata.