Strona:Bogumił Aspis - Sen odrodzenia.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pytała darmo, gdzie koniec Powieści,
Któréj Bóg wielkie rozwarłszy stronice
I któréj dawszy nadpis — Tajemnice,
Dojść nie pozwala, co ta w sobie mieści..
Aż błędna padła na wspaniałe płyty
Własnéj świątyni, jaką budowała
I długo, długo tam leżąc, płakała
Biednych pamiątek swej myśli rozbitéj;
Aż noc ją zaszła.. omgliły ją mroki,
Niechybne złego i obłędu gońce,
Że zapomniała wśród nich, czy jest słońce
I Bóg jest, gdzie! tam... na wyży wysokiéj!

I z duszą taką powstawszy nanowo,
Gdy-m w świat znów poszedł i w dal znów spojrzałem,
Nic nie dostrzegłem, już nic, w świecie całym,
Tylko czczość jednę i próżnię grobową.
Dawne mi dziwy gdzieś znikły z przed wzroku.
Ziemię zaległy puszcze i cmentarze,
A zamiast ludzi, tylko jakieś twarze
Blade i trupie, snuły się po mroku —