Strona:Bogumił Aspis - Sen odrodzenia.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A raz zamarłe tak pod jéj tchem kwiaty,
Prześliczne kwiaty Twoich winnic, Panie!
Czekały darmo na zmartwychpowstanie,
Na dawną świeżość i na dawne szaty!
Długo patrzałem, jak na rady głucha,
Nędza, — w łachmany tuląc drżące żebra,
Szukała tylko złota... złota! srebra!
Choć przed nią stały żywe skarbce ducha,
Jak Mierność, próżnią cynizmu obrzydła,
Widząc, że nic jéj oporu nie stawi,
Szła nieraz pośród zbrodni i besprawi
Przez świat, — świat cały garnąc pod swe skrzydła!
............
Słyszałem klątwy, słyszałem — modlitwy;
Widziałem cnotę i — zbrodnię zawziętą;
Zgodę, — w rozumnéj miłości poczętą.
I wszczęte w głupiéj nienawiści, — bitwy.
Widziałem nogi okute w kajdany,
Gorzéj!... widziałem serca okowane;
Słoneczne myśli i — czoła miedziane
I niewolników i wyniosłe pany.