Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Mam sumienie, ile go potrzeba w handlu, by się móc niem poświadczyć — odpowiedział handlarz żartobliwie — ale gotów jestem, aby zobowiązać sobie przyjaciół, poświęcić wiele; ale teraz, widzisz pan, ciężkie czasy, bardzo ciężkie czasy...
Handlarz westchnął głęboko i nalał sobie wina.
— A więc, jak chcesz pan sprawę załatwić? — zapytał Szelby po kilkominutowem, nieprzyjemnem milczeniu.
— Czy nie masz pan chłopczyka albo dziewczynki... wziąłbym chętnie w dodatku do Tomasza.
— Chm!... nie mam... Jeżeli mam prawdę powiedzieć, konieczność tylko zmusza mnie, że sprzedaję Tomasza; wogóle niechętnie rozstaję się z którymkolwiek z moich ludzi.
Właśnie w tej chwili otworzyły się drzwi i do pokoju wbiegł mulacik[1], liczący lat 4 lub 5. Śliczne to było dziecię: krucze, jak jedwab lśniące włosy spływały w bujnych kędziorach po obu stronach pulchnej twarzyczki, oczy czarne, bystre, pełne ognia i zarazem łagodności, kryły się pod długiemi również czarnemi rzęsami, dodającemi jeszcze więcej wyrazistości. Miał na sobie ubranko czyste, koloru czerwonego z odmianą żółtego. A było mu pięknie w tem ubranku. Pewna zuchwałość i równocześnie niby to nieśmiałość świadczyły, że malec był pieszczochem swego pana.
— Chodź tu, kruczku! — zawołał pan Szelby, rzucając mu winogrono — masz, chwytaj!
Chłopczyk jednym skokiem już grono pochwycił.
— Chodźno bliżej, synku! — rzekł pan Szelby.
Synek zbliżył się, a pan Szelby pogłaskał go po kędzierzawej główce i z pewną troskliwością ujął go pod brodę.
— No, synku! pokaż temu panu, jak umiesz tańczyć i śpiewać.
Chłopczyk zanucił dźwięcznym, czystym głosem piosnkę murzyńską, przytupując w takt nóżkami i wykonując rozmaite gesty rękoma i małem ciałem, jak to zwyczaj u murzynów.
— Brawo! — zawołał Haley, rzucając mu kawałek pomarańczy.
— A teraz chłopcze, pokaż, jak chodzi dziadek Cudgo, gdy cierpi na reumatyzm.
W jednej chwili giętkie członki dzieciaka przybrały potworną, zgarbioną postać; świeża twarzyczka jego skrzywiła się, że potworzyły się na niej zmarszczki, na plecach uformował się garb; wziąwszy laskę swego pana, zaczął chodzić po pokoju, szargając nogami, stękając i słaniając się.
Obaj panowie kładli się od śmiechu.
— No synku, pokaż teraz, jak śpiewa nasz organista, stary Rolbins.
Okrągła twarzyczka dzieciaka przeciągnęła się, przybrała wyraz komicznej powagi, i zaczął śpiewać przez nos jakąś pieśń.

— Brawo! doskonale! dzielny chłopiec! — wołał Haley — będzie z niego zuch! Wiesz pan co? — zawołał znienacka, uderzając poufale

  1. Mulat jest to syn (mulatka — córka), zrodzony z ojca Europejczyka białego i matki murzynki, lub odwrotnie. Barwa ich skóry oliwkowa.