Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mu powierzyć wszystko co posiadam, pieniądze, dom, konie, — zarządza u mnie wszystkiem.
— I są ludzie, którzy chcą dowodzić, że murzyn nie ma wiary! — przerwał Haley, machnąwszy dobrodusznie ręką — ale co do mnie, jestem innego zdania. W ostatniej partji, którą przyprowadziłem z Nowego Orleanu, był murzyn spokojny, łagodny, modlił się, jak misjonarz; dostałem za niego ładną sumkę, a kupiłem go tanio, bo kupiłem go od człowieka, którego okoliczności zmusiły sprzedać wszystko, co miał. Zarobiłem na tym murzynie sześćset dolarów. Święta to prawda, że wiara w murzynie, to rzecz wielkiej wagi, byle to był tylko towar prawdziwy, niepodrabiany...

„Tomasz wierzy prawdziwie...“

— Tomasz wierzy prawdziwie — przerwał Szelby. — Niedawno posłałem go do Cincinati z poleceniem odebrania pięciuset dolarów. „Tomaszu, powiedziałem mu, ufam ci, boś chrześcijaninem, wiem, że mnie nie zdradzisz“. I rzeczywiście Tomasz wrócił, a byłem tego pewny. Powiadano mi później, że jacyś niegodziwcy namawiali go, aby uciekł do Kanady? „Nie wolno — odrzekł — bo pan mi zaufał“. Przyznam się, że ciężko mi rozstać się z Tomaszem; jeżeli masz sumienie, weź go na pokrycie całego długu.