Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Gdybym tylko którego z tych djabłów mógł pochwycić...!“

Wkrótce z jaki tuzin chłopaczków, czarnych jak kruki, ukazało się na schodach wiodących na werandę, bo każdy z nich chciał pierwszy powiadomić handlarza, że mu się spekulacja nie udała.
— Pęknie ze złości! — zauważył Andruś.