Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z nim się zobaczyć i opowiedzieć mu, że będę się starała dostać się do Kanady; powiedzcie mu, że go kocham, i jeżeli Bóg nam nie pozwoli się zobaczyć... — mówiąc to, odwróciła się, nie mogąc pokonać wzruszenia; dodała więc głosem urywanym: powiedzcie, żeby się starał żyć według przykazań Bożych, byśmy się choć po śmierci z sobą spotkać mogli... tam... w niebie... Przywołajcie Burka — pocóż ma iść ze mną?...
I jeszcze kilka słów na pożegnanie, kilka błogosławieństw na drogę, kilka uściśnień łzami zroszonych — i biedna kobieta z dzieckiem na ręku poszła w świat daleki...




ROZDZIAŁ VI.
Odkrycie.

Państwo Szelby, po znanej czytelnikom rozmowie, poszli na spoczynek, a sen powiek nie kleił; dlatego wstali na drugi dzień później, niż zwykle.
— Nie pojmuję, co się stało z Elżbietą? — odezwała się pani Szelby. — Dzwoniłam już kilka razy, a nie przychodzi.
Pan Szelby stał przed lustrem, ostrząc brzytwę na pasku; wtem drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł młody mulat, przynosząc wodę do golenia.
— Andrzeju, — odezwała się pani Szelby, — zapukaj do Elżbiety i powiedz jej, że już trzy razy na nią dzwoniłam... Biedna kobieta!... — dodała wzdychając.
Andrzej wrócił po chwili z niezwykłym przestrachem. — Ach pani! w Elżbiety pokoju komody otwarte, rzeczy porozrzucane, a ona sama... pewnie uciekła!
Jak błyskawica przebiegło przez umysł obojga państwa podejrzenie.
— Domyśliła się i uciekła! — zawołał Szelby.
— Chwała Bogu! — wyszeptała pani Szelby. — Niech ją Bóg prowadzi.
— Żono, ty bredzisz jak dziecko; ucieczka jej nabawi mnie najokropniejszego kłopotu. Haley przecież wiedział, że nie chciałem mu chłopca sprzedać, gotów pomyśleć, że przyłożyłem ręki do ucieczki. Tu zaangażowany mój honor.
Pan Szelby wyszedł spiesznie z pokoju. W całym domu powstał ruch wielki, bieganina, trzaskanie drzwiami; rozmaite postacie snuły się tu i owdzie, wszyscy wielce zakłopotani. Jedna tylko ciotka Klotylda mogłaby dać wyjaśnienie, ale milczała: twarz jej zwykle promieniejąca radością, dziś była chmurna, nadąsana. W milczeniu przygotowywała sucharki do herbaty, nie zwracając uwagi na to, co się koło niej działo, jakby nic widzieć i słyszeć nie chciała.