Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/336

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


gris; — lecz powinien prosić mnie o przebaczenie i przyrzec, że będzie postępował nadal rozsądniej.
— On tego nie uczyni — odpowiedziała Kassy.
— Co, nie uczyni?
— Nie, nie uczyni — powtórzyła Kassy.
— Chciałbym wiedzieć dlaczego? — spytał Legris z ironją.
— Ponieważ dobrze postąpił, sam wie o tem i za nic się nie przyzna do winy.
— A co mi do tego, co on wie! Będzie słuchał, albo...
— Albo stracisz swój zakład, pozbywając się zdolnego robotnika — przerwała Kassy.
— Ale ulegnie, ulec musi! Czyż ja nie znam negrów... Dziś jeszcze jak pies będzie się czołgał u moich nóg!
— Nie, Szymonie! nie znasz wcale tego rodzaju ludzi. Możesz go zamęczyć, lecz nie wyciągniesz z niego ani jednego słowa fałszu; on się nie przyzna do winy.
— Zobaczymy! Gdzie on jest? — spytał groźnie Legris.