Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/335

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tej nocy jednak, usiłując pozbyć się przestrachu i wyrzutu sumienia, które go dręczyło, przebrał miarkę, i skoro odprawił swych współtowarzyszów, rzucił się na krzesło i ciężko zasnął.
O! jak dusza występna może się odważyć wejść w fantastyczny świat snu — w świat, którego niejasne granice stykają się prawie z tajemnicami życia przyszłego? Legris miał sen. W ciężkiem, gorączkowym marzeniu widział obok siebie jakąś istotę, która położyła na nim swą chłodną, lekką rękę. Zdawał się ją poznawać, chociaż była okryta zasłoną — zadrżał z przerażenia; później czuł, jak pukiel włosów oplątał palce jego i powoli wijąc się otoczył mu szyję i dusił go — i oddechu mu w piersi zabrakło. Nagle ujrzał się nad brzegiem bezdennej, niezgłębionej przepaści, skąd wznoszące się ręce czarnych porwały go i ściągnęły ku sobie; a Kassy z tyłu go popychająca, piekielnie się śmiała. Wówczas tajemnicza postać, zbliżywszy się, uchyliła zasłony — i poznał matkę; a gdy się odwróciła od niego, stoczył się w przepaść wśród krzyków, wycia i śmiechu szatanów... Legris się przebudził.
Zbudził się z przekleństwem na ustach. Spodlony, zezwierzęcony tyran, patrzał na wschodzące słońce bez żadnego uczucia. Powstał, zataczając się, nalał szklankę wódki i wypił do połowy.
— Okropną noc dziś miałem — rzekł do wchodzącej Kassy.
— Będziesz miał wkrótce więcej podobnych — odpowiedziała mu sucho.
— Co rozumiesz przez to, łotrzyco?
— Dowiesz się o tem wkrótce — rzekła tym samym tonem. — A teraz, Szymonie, chcę ci dać małą radę.
— Co znowu u djabła?
— Tak — odpowiedziała z powagą i pewnością siebie, porządkując w pokoju rzeczy. — Radzę ci, nie prześladuj Tomasza.
— A tobie co do tego, nie twoja to rzecz!
— Tak, rzeczywiście! sama nie wiem, po co się mieszam. Jeżeli ci się podoba dla próżnej fantazji zapłacić tysiąc dwieście dolarów za niewolnika i później połamać mu kości w porze właśnie, kiedy najwięcej pracy w polu, jedynie dla dogodzenia swej wściekłości, zapewne, to nie może mnie obchodzić, nie powinnam się w to mięszać... Zrobiłam dla niego, co mogłam.
— Co mogłaś? A kto ciebie prosi mięszać się do moich spraw?
— Zapewne nikt! Zaoszczędziłam ci kilka tysięcy dolarów różnemi czasy, doglądając twoich niewolników, i taką za to otrzymuję nagrodę. A jeżeli zbiór z twoich pól na rynku będzie gorszy i mniejszy jak innych, to co, czy nie przegrasz wtenczas zakładu? czy nie ogłosi Tomkins zwycięstwa? I będzesz musiał zapłacić, co? nie prawda? O widzę, jak płacisz szczerem złotem!
Legris, jak wielu innych plantatorów, miał tę ambicję, że pragnął, aby jego zbiór z pola był najlepszy w całej okolicy, i w sąsiedniem mieście już naprzód z kilku osobami się o to założył. Kassy dotknęła jedynej struny, która mogła się odezwać w jego duszy.
— Dobrze więc, poprzestanę na tem, co już otrzymał — rzekł Le-