Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


oznajmić mojej Klotyldzie, że mi dobrze; ona biedna, tak bardzo odczuwała rozstanie się nasze.
— Tomaszu! — zawołał Saint-Clare i w tejże prawie chwili zjawił się we drzwiach.
Tomasz i Ewa zadrżeli.
— Co to jest? — spytał, zbliżając się i spoglądając na tabliczkę.
— To list Tomasza; ja mu pomagam pisać. Prawda ojczulku, że nieźle? — rzekła Ewa.
— Nie chciałbym was zniechęcać — odpowiedział Saint-Clare, — ale zdaje mi się, że lepiej będzie gdy ja sam go Tomaszowi napiszę, gdy wrócę z przechadzki.
— Trzeba koniecznie pisać, ojczulku, bo dawniejsza pani Tomasza przyrzekła mu przysłać pieniądze na jego wykupienie.
— Saint-Clare był pewny, że to było przyrzeczenie, jakiem zwykle dobrzy właściciele pocieszają swych niewolników dla zmniejszenia