Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


im bolesnego uczucia rozstania, lecz wcale nie myślą o wypełnianiu go; jednakże nie rzekłszy o tem ani słowa, aby nie odbierać nadziei biednemu, kazał przygotować konie.
Tegoż samego jeszcze wieczora oddano list, napisany przez pana Saint-Clare.
Panna Ofelja z nieustannym zapałem pełniła obowiązki zarządczymi domu. Od Diny aż do ostatniego pachołka jednogłośnie przyznali wszyscy, że rzeczywiście jest ciekawą osobistością.
W taki sposób ma zwyczaj służba południowych stanów wyrażać swą niechęć do przełożonych.
Wyższe towarzystwo: Adolf, Janina i Róża uważali, że nie może być damą, ponieważ damy nie pracują tak bez odpoczynku, a do tego panna Ofelja nie miała pańskiego ułożenia; dziwili się nawet, że jest krewną pana Saint-Clare. Sama Marja upewniała, że się okropnie męczy, widząc pannę Ofelję ciągle przy pracy. I rzeczywiście, czynność jej była zadziwiającą. Od rana do wieczora obrąbiała, haftowała, szyła z takim zapałem, jakby była do tego przynaglaną konieczną potrzebą. Patrząc na nią, można było samym widokiem się męczyć.




ROZDZIAŁ XX.
Topsy.

Proszę cię, zejdź na dół kuzynko, pokażę ci coś, — zawołał Saint-Clare pewnego poranku, kiedy panna Ofelja zajęta była, jak zwykle, gospodarstwem.
— Cóż tam takiego? — spytała, schodząc ze schodów.
— Patrz, com kupił dla ciebie! — rzekł Saint-Clare, przedstawiając jej małą murzynkę, mogącą mieć ośm do dziewięciu lat.
Była ona nadzwyczaj czarną; jej okrągłe, błyszczące, niespokojne oczy biegały z dziwną szybkością po wszystkich przedmiotach, znajdujących się w pokoju; dwa rzędy zębów lśniącej białości połyskiwały przez wpół z zadziwieniem na widok tylu bogactw otwarte usta. Wełniste włosy, podzielone w małe kędziory, sterczały zabawnie w różne strony. Na twarzy malowała się chytrość, przebiegłość z dziwnie uroczystym wyrazem jakiejś płaczliwej powagi. Pokryta do połowy odrażająco brudną koszulą w rodzaju zeszytego z łachmanów wora, stała bojaźliwie ze skromnie skrzyżowanemi na piersiach rękoma. Powierzchowność jej odpowiadała jej wewnętrznemu usposobieniu. Panna Ofelja później sama przyznała się, że „dzika ta i pogańska figurka przejęła ją z razu trwogą“. Zwracając się do pana Saint-Clare, zawołała z przerażeniem:
— Na miłość Boską, Augustynie, pocoś przyprowadził nam to stworzenie?
— Aby ją tobie ofiarować; ty zajmiesz się jej wychowaniem, wpro-