Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pieczeństwie. To, co czynię, jest powinnością, inaczej postępować nie możemy. A ty, matko, — rzekł, zwracając się do Racheli, — pospiesz się, nie podobna wyprawić naszych przyjaciół bez posiłku.
Kiedy Rachela z dziećmi uwijała się około przygotowania kolacji, piekąc placki, baraninę, kurczęta, Jerzy i Elżbieta rozmawiali z sobą czule w pokoiku, jak małżonkowie, którzy znają niebezpieczeństwo następnej godziny, którzy wiedzą, że jedna chwila — śmierć, może ich rozerwać na zawsze.
— O, Elżbieto moja! ludzie, którzy mają przyjaciół, majątki, bogactwa i wszystko, czego mogą sobie życzyć, nie są zdolni tak się kochać, jak my, — my, którzy prócz naszej wzajemnej miłości nic nie mamy na świecie. Nim ciebie poznałem, nikt mię nie kochał, prócz mojej biednej nieszczęśliwej matki i siostry. Widziałem biedną Emilję tego samego ranka, kiedy ją kupiec wywoził. Podchodząc do kąta, w którym leżałem, rzekła: „biedny mój Jerzy, tracisz ostatnią przyjaciółkę; co z tobą się stanie, chłopcze mój drogi?“ Skoczyłem, objąłem ją, płakałem, narzekałem, byłem rozpaczony; ona płakała także. Odtąd przez dziesięć lat nie słyszałem słowa pociechy, słowa miłości; serce we mnie zamarło, zastygło. Lecz Bóg pozwolił mi spotkać ciebie. O! twoja miłość ożywiła mnie, powstałem jak z grobu, stałem się innym zupełnie człowiekiem! A teraz chcą mi ciebie wyrwać! Nie! nie pozwolę! O, będę cię bronił do ostatniej kropli krwi! dojdą do ciebie chyba po moim trupie!
— Boże, miej litość nad nami! — zawołała, płacząc Elżbieta. — Dozwól nam spokojnie wyjść z tego kraju, o nic Cię więcej nie proszę!
— Mocny Boże! czyś Ty z nimi? — przemówił Jerzy, dając wolny bieg smutnym myślom, nie zwracając uwagi na pytania żony. — Ażali widzisz wszystko, co oni robią? dlaczego cierpisz podobną niesprawiedliwość? Oni bogaci, zdrowi, szczęśliwi, życie płynie im spokojnie, swobodnie, wszystko im się uśmiecha. A biedni, uczciwi, prawowierni chrześcijanie, nie gorsi od nich, o! stokroć może lepsi, tarzają się w prochu u nóg ich. Oni ich kupują, sprzedają, kupczą ich krwią, sercem, ich łzami i boleścią! O Boże! dlaczego cierpisz, aby tyle nieprawości kalało ziemię naszą!...
— Przyjacielu! — zawołał Szymon z przyległego pokoju — nie rozpaczaj: Bóg jest miłosierny; prowadził cię dotąd, poprowadzi i dalej. Ufaj Bogu, bo jest Pan dobry i sprawiedliwy, przygarniający wszystkich uciśnionych: pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę — mówi Pan. A więc w górę serca, młody przyjacielu; spełnij, co ci sumienie każe, a resztę zleć Bogu.
Święte te wyrazy, płynące z ust starca jak niebieska melodja, padły na zbolałe serce Jerzego, i zwolna piękne rysy twarzy przybrały słodki wyraz spokoju i poddania się woli Najwyższego.
— Żeby się wszystko kończyło, mój Jerzy, tu na ziemi, z życiem naszem, — zaczął Szymon, — wówczas byś mógł spytać: gdzież jest Bóg? Lecz najczęściej Stwórca nagradza królestwem niebieskiem tych, których najmniej obdarza w tem życiu. Złóż więc całą twą przyszłość w ręce Jego i cokolwiek cię czeka, pamiętaj, że sprawiedliwość wymierzoną ci będzie.