Strona:Bajka o człowieku szczęśliwym.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Świat tu już plecami o najwyższe góry oparty, przez które, oprócz błędnych szlaków po lodowcach, jedna tylko ścieżka wiedzie — na przełęcz Gemmi i potem w dolinę Rodanu. Świeży nasyp kolejowy przechodzi tutaj dwukrotnie Kanderę tymczasowymi mostami z okrąglaków i na prawym brzegu kończy się nagle pod skałą, jakby głową w mur uderzył. Liczne baraki rozsiadły się tutaj, i założono już ogromne świdry, elektrycznością pędzone, które mają górę przewiercić...
Była dość wczesna godzina popołudniowa, kiedy, minąwszy do miasteczka podobną wieś, dochodziłem do ostatnich hoteli, położonych w samym końcu doliny tuż pod bystrą zboczą gór. Jeden z nich był już zamknięty na zimę, drugi świecił pustkami po skończonym letnim sezonie, oczekując gości zimowych, którzy się zjadą dopiero z nartami i saneczkami, kiedy śniegi puszyste pokryją całą dolinę...
Mogłem się był tego dnia jeszcze puścić na Gemmi, licząc na nocleg w schronisku nad stawkiem Schwarenbach w połowie drogi na przełęcz; nie wiedziałem jednakże, czy schronisko jeszcze otwarte, a ponieważ na spędzenie nocy pod gołem niebem byłoby stanowczo