Strona:Bajka o człowieku szczęśliwym.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


za zimno, wolałem w Kandersteg pozostać. I tutaj dopiero, siedząc przy szklance czerwonego wina, którą mi czarnooka włoszka podała, zacząłem układać plan zamierzonej włóczęgi.
Miałem początkowo zamiar, przeszedłszy przez Gemmi, iść w górę doliną Wallis, a potem przez przełęcz Grimsel do Meiringen nad Aarę, okrążając w ten sposób całą Berneńską wysoczyznę; ale zapachniał mi zanadto zblizka ostry wiatr od lodowców i białe szczyty nad nimi, abym mógł ten „ceperski“ plan wykonać. Spacer na Gemmi żal mi było opuścić, postanowiłem jednakże, nie przechodząc na włoską stronę, powrócić stamtąd i iść przez lodowiec Kandery i na Mutthorn do Lauterbrunnen...
Opętane szesnaście godzin drogi!.. Przewodnika wynaleziono mi w hotelu. Przyszedł umówić się ze mną pan Müller, będący zarazem nauczycielem wiejskim, z górą pięćdziesięcioletni niewielki człowieczek o siwych, bystrych oczach i szerokiej brodzie. Przyprowadził ze sobą syna, ogromne, gołowąse chłopisko, którym się teraz coraz częściej wyręcza w oprowadzaniu po górach turystów. Umówiliśmy się tedy na wtorek (było to w niedzielę); w razie