Strona:Baśń o szklanej górze.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   22   —

a i matki swej i dziadusia, dla których tyle przeniosłeś, nie ujrzysz.
I dotknęła rączką, niby lilja białą Jasia i wzrok mu przywróciła.
Rzucił się chłopiec do stóp cudnej królewny i kraj szaty jej ucałował. A zabrawszy cudownym sposobem spuszczone na dół skarby, przeniesiony przez uleczonego orła do chatki, wkrótce znalazł się w objęciach ukochanej mateczki i z radością wchodził do siedzącego, jak zwykle w kąciku dziadusia.
Ale któżto? któżto piękny i młody biegnie z otwartemi ramiony ku dziecku, kto z okrzykiem radości bierze je w objęcia i tuli?
— Tatuś! tatuś powrócił! — rozległ się głos szlachetnego chłopca i dwie małe, wychudłe rączyny otoczyły szyję tak oczekiwanego ojca.