Strona:Baśń o dobrej wróżce (1939).djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dzieci jednak nie dały się odpędzić i zaczęły opowiadać swe dzieje. Ale zajęci pracą mężczyźni nie słuchali. Słońce zaszło i urok nie został zdjęty. Dzieci położyły się spać na mchu, o świcie zaś, gdy się zbudziły, zastały już swych ojców przy pracy. Gdy siedziały nad strugą, zbliżył się do nich duży kruk, a widząc ich smutne twarzyczki powiedział:
— Nie traćcie cierpliwości, zaczekajcie do wieczora. Może dziś uda się wam oderwać ich od pracy.
Ledwie wymówił te słowa, padł strzał i biedny ptak legł martwy. Dzieci ujrzały myśliwca ze strzelbą w ręku. Uśmiechnął się do dzieci i podniósł dzbanek stojący na trawie.
— Pewnie jesteście głodni i chętnie napijecie się mleka — powiedział.
Alma już chciała wyciągnąć rękę, ale Janek przypomniał sobie słowa wróżki.

— Nie, dziękujemy! — zawołał. — Wystarczy nam woda.

21