Strona:Baśń o dobrej wróżce (1939).djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Król Wróżek przestał krzyczeć, ale przez długi czas obmyślał zemstę.
— Zwabię ich do lasu i rzucę czar. Zapomną o swych majątkach i o dzieciach, a tylko od świtu do nocy sadzić będą żołędzie. Naprawią mi szkody, które przez tyle lat wyrządzali w lesie — postanowił wreszcie.
Przybrał na siebie postać wędrowca i zjawił się pewnego dnia w zamku Pana Białego. Właśnie tego dnia Biały Pan zaprosił na kolację swego przyjaciela z synkiem. Siedzieli we czwórkę przy dużym stole, panowie w jednym końcu, dzieci w drugim, gdy służący oznajmił podróżnego.
— Podaj nam więc jeszcze jedno nakrycie i proś go do stołu. Skoro to podróżny, musi być zmęczony i głodny.

Król Wróżek wszedł i skłonił się obecnym. Potem zajął wskazane miejsce. W czasie posiłku rozmawiano o dalekich krajach, które nieznajomy już zwiedził.

Baśń o dobrej wróżce9