Strona:Asnyk Adam - Pisma 03. Wydanie nowe zupełne.djvu/300

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    „My nie dla szczęścia swego, nie dla siebie
    „Nie pragniem, nawet nie żądamy dożyć
    „Chwili, gdy z jutrznią zabłyśniesz na niebie.
    „Chcemy na zawsze w prochu się położyć
    „I za swe wiano wziąć niepamięć wieczną,
    „Byleś Ty jasność rozlała słoneczną“.

    To wszystko teraz w przepaść się zapadło
    I już przeminął czas rycerskiej służby:
    Z błękitów jasne zniknęło widziadło,
    Umilkły wieszcze natchnienia i wróżby,
    A burza nieszczęść strąciła nam z głowy
    Nawet ostatni wieniec nasz, cierniowy.

    Śpiewne serc głosy, idealne hasła,
    Płomienne słowa, mistyczne zachwyty
    Przebrzmiały, lampa cudowna zagasła,
    Na ziemię runął ideał rozbity...
    I w naszych oczach rozpadło się w gruzy
    Tęczowe państwo romantycznej muzy.

    Prąd czasu innem popłynął korytem,
    Nastała nowa epoka żelazna,
    Która wciąż ziemskim zaprzątnięta bytem
    Niebiańskich widzeń słodyczy nie zazna,
    I tylko w ziemi wnętrznościach się grzebie
    Zajęta myślą o codziennym chlebie.