Strona:Asnyk Adam - Pisma 03. Wydanie nowe zupełne.djvu/299

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Myśmy ją wszyscy przed sobą widzieli,
Cudowną postać w złotej gwiazd koronie,
W niepokalanej czystości i bieli,
Ze zmaz obmytą przez anielskie dłonie,
Z twarzą podobną do Najświętszej Panny
I blask z swych włosów siejącą poranny.

Każdy ją wieńczył w własnych rojeń kwiaty
I jej piękności odczuwał inaczej,
Każdy w odmienne ubierał ją szaty,
Lecz nikt nie wątpił, iż po dniach rozpaczy
Nadpłynie w blasków różanych powodzi,
I swą pięknością cały świat odmłodzi.

Więc-eśmy ręce do niej wyciągali
Wołając: „Zstępuj z błękitów królowo!
„Krzywdy nędzarzów zważ na prawa szali,
„I sprawiedliwość wymierz im na nowo,
„Zawieś miecz pomsty nad fałszem i zbrodnią,
„I bądź ludzkości gwiazdą znów przewodnią“.

„My ci pod stopy ciała swe uścielem,
„Abyś stanęła na nich jak na tronie,
„I praw zgwałconych stała się mścicielem,
„Z błogosławieństwem wyciągając dłonie
„Ku tym, co cierpiąc niesłusznie skrzywdzeni
„Wzywają ciebie z czyśćcowych płomieni“.