Strona:Asnyk Adam - Pisma 03. Wydanie nowe zupełne.djvu/298

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Męki wygnania, tęsknoty sieroctwa,
    Tonęły w wielkim mistycznym zachwycie;
    Sny messyaniczne, natchnione proroctwa
    Nad ziemią inne wytwarzały życie,
    Gdzie rzeczywistość znikała z przed oczu
    W gwiaździstem, sennem marzenia przeźroczu.

    Pamiętam dotąd chwile owych wiosen,
    Gdy serca nasze paliła tęsknota,
    A bór nam szumem dębów swych i sosen
    Śpiewał, jak stary pieśniarz Wajdelota,
    Rycerskie pieśni dawnej przodków chwały,
    Które nas czarem swoim upajały.

    Pamiętam dotąd, jak nam szmer strumieni,
    Słowików śpiewy, powiew kwiatów woni,
    I zorza, która błękity rumieni,
    I wszystko wkoło wciąż mówiło o Niej,
    O nieśmiertelnej, co w grobowcu czeka
    Na odwalenie kamiennego wieka...

    A w piersiach naszych z każdą chwilą rosła
    Miłość bezbrzeżna, wyłączna, jedyna,
    Co na swych skrzydłach duszę w błękit niosła,
    Jakby do matki stęsknionego syna,
    Z wiarą, że w górze poza chmur zasłoną
    Ujrzy ją znowu, jasną i zbawioną.