Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W licznym orszaku, przybrany w szaty żałobne, stanął radża, ojciec Jana, ze wszystkimi krewnymi, przyjaciołmi i całą służbą przed bramą gmachu szkólnego. Poprosił odźwiernego o pozwolenie widzenia się i rozmowy z Arumugamem. O. Franciszek mocno się wystraszył, lękając się o nowy zamach na wolność ukochanego ucznia. Wyszedł przeto na spotkanie radży i oświadczył, iż nie może udzielić pozwolenia na żądaną rozmowę. Ale radża przyznał się z żalem i skruchą do winy i błagał, aby mu oddano jedynaka. O. Franciszek był mocno wzruszony i nie wiedział, co począć. W tem otwierają się drzwi, staje w progu Jan blady i drżący z osłabienia. Uderzony jego widokiem, zawołał radża z boleścią:
„Kochany synu mój, wróć do mnie i przebacz mi! Zbłądziłem i zawiniłam z miłości ku tobie.“
Jan pobladł jeszcze bardziej i zachwiał się na widok ojca. Po chwili jednak oprzytomniał i rzekł spokojnie i poważnie:
„Przebaczam ci ojcze, a nawet miłuję cię, jako twe dziecię, teraz jeszcze więcej, jak przedtem; ale od dnia dzisiajszego należę do Boga, którego służbie się poświęciłem. Żegnam cię i błagam, staraj się o ocalenie twej duszy, abyśmy się kiedyś widzieć mogli w królestwie niebieskiem.“