Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i podwładny urzędnik Knagor siedli na niego. Słyszałem, jak książę mówił: „Do Negapatam !“ i szybko jak gazela pobiegłem manowcami naprzód. Pierwszego i drugiego dnia żwawo pędziłem za nimi, ale trzeciego nogi mi mdleć poczęły, i nie byłbym za zwierzęciem zdążył, gdyby mi nie była zesłała pomocy Matka Boska, do której się gorąco modlić począłem. Nadjechał bowiem Anglik w lekkim koczyku, przyczepiłem się z tyłu i stanąłem nieomal równocześnie z radżą w nadmorskiem mieście Negapatam. Straciłem z oczu słonia, i już się obawiałem, że nie ujrzę młodego księcia, aż tu naraz widzę go w porcie żegnającego się z ojcem i wsiadającego na statek parowy.
„Byłbym chętnie go powitał, ale nie śmiałem się pokazać, aby mnie Knagor nie poznał. Z drugiej strony lękałem się, abym nie stracił śladu, wsiadłszy na inny statek. Błagałem swego Anioła Stróża, aby mi pomógł dostać się na parowiec. Gdym stał tak zadumany, spostrzegłem, że wielu posługaczy w małych koszykach znoszą węgle na spód okrętu. Przyszło mi coś na myśl. Szybko pochwyciłem koszyk i pytałem posługaczy, czy pozwolą mi pomódz w znoszeniu węgli. Robotnicy chętnie się na to zgodzili. Gdym stanął na pokładzie parowca, zapytałem marynarza mającego dozór nad