Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Oho,“ zawołał zdziwiony radża, „jakże się o tem dowiedziałeś?“
„Z pacierza ich,“ rzekł chłopiec, „zdaje mi si, iż proszą Boga, aby ich długi popłacił.“
„Przestań chłopcze, bo umrę ze śmiechu,“ zawołał radża.
„Nie śmiej się ojczulku, bo niema z czego,“ rzekł Arumugam. „Tak jest rzeczywiście. Wiem ja jeszcze coś, ale nie powiem nikomu.“
„Ojcu przecież powiedzieć możesz.“ „Powiem, ale ty nie gadaj o tem nikomu,“ rzecze Arumugam, podniósłszy palec do góry.
„Nie,“ przyrzekł radża, „cóż to takiego?“
„Widzę, że chrześcijanie chorują na brzydką i wielce niebezpieczną chorobę.“
„Cóż to takiego?“ zawołał przerażony radża. „Czyż w kolegium grasuje zaraza?“
„Nie,“ odpowiedział Arumugam, „nie w samem tylko kolegium. Ojciec Franciszek miał niedawno kazanie. Słyszałem pode drzwiami, jak mówił, że wszyscy mają niebezpieczną chorobę, tak zwany grzech pierworodny. Ale czemuż się znowu śmiejesz, ojcze? Nie śmiejże się, bo mówię prawdę; wszyscy cierpią na grzech pierworodny i dlatego też pewnie szczepią małe dzieci.“
Gdy radża ciągle jeszcze trząsł się od śmiechu, Arumugam się uraził i uczuł w sobie wstyd, pomiarkowawszy, że powiedział jakieś głupstwo. Ale jeszcze więcej się zawstydził,