Strona:Artur Schroeder - Rozkaz.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Jeśliś taki zuch nadludzki
wal, gdzie jest Dziadek Piłsudski,
nie zna on co ceregiele
drwi, gdy grzmią w niego szrapnele“.

(Obaj zaczynają tańczyć po ziemiance).
(Głośniejszy huk działa ciężkiego. Zatrzymują się).

JÓZEK: Coś się tam chwała Bogu zaczyna.
STASZEK. Ano, idzie twój awans.
JÓZEK: Te, mądrala. Już dawno nie żarłeś, to ci gębę wykręca pieskimi żartami.
STASZEK (udaje nagle zasmuconego): Przydałoby się coś na ząb.
JÓZEK: Na ząb? Na ząbek? Na całą paszczę, Bandziochu. Czekaj mam tu coś dla ciebie.
STASZEK (wyciąga ręce): Generale!!
JÓZEK: Masz. (daje mu kawałek chleba i jakieś mięso).
STASZEK (zaczyna jeść i mówi): Właściwie to ja w tym interesie przyszedłem do ciebie. Widziałem, że kapitan poszedł do porucznika, to ja jak w dym do Józieczka, majsterka.
JÓZEK: Źryj zdrowo i nie udław się.
STASZEK: Sercem mi przecie dałeś.
JÓZEK: Ręką!
STASZEK: Poprawiaj jak chcesz, byle było coś do frygania.
JÓZEK: Ciemno już, trzeba zaświecić. Zresztą kapitan wnet wróci.
STASZEK: To ja wyrywam.
JÓZEK: Zostań jeszcze trochę.
STASZEK: Nie mogę. (Wyprostowuje się, salutu-