Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Krzyż na rozstaju... z pługiem chłop na glebie...
I prochy serca zajękły, jak dzwon!
O, Polsko moja! dla Ciebie! dla Ciebie —
I męka duszy! — i życie! — i zgon!
I te ostatnie w śmierci słowa moje,
Które Ci rzucam, jak pacierz i zbroję!...

Z mgły się porannej wynurza Warszawa,
Jarzącem światłem gore Święty Krzyż...
Zwinęły skrzydła Zwycięstwo i Sława!
Pułki w rozsypce! — A ty, Wodzu, śpisz!?
I ciebie właśnie Polska w grób układa,
Któryś nie wiedział, co podłość i zdrada!

Z bronią u nogi stanęły wąsacze,
Wyległo miasto głuchych ulic wzdłuż...
O, strasznie patrzeć, jak wojownik płacze,
Co bluzgał śmiechem na zabójczy nóż!
Nie było dla nich postrachu i trwogi,
A teraz łzy im lecą z twarzy srogiéj!...

Dzwon się za dzwonem jękiem rozkołysze,
Grzmi piorun armat, jak mu w bitwach grzmiał!
Ponieśli wodza bojów towarzysze,
Na ich ramionach lepiej będzie spał;
A nim w loch poszedł z tej pościeli bratniéj,
Wierny mu rumak zarżał raz ostatni!...