Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Grają żałośnie ułańscy trębacze
I warkot bębnów leci w siną dal,
Wiatr o chorągwie łopoce i płacze,
Szpad wydobytych zimna płonie stal,
Z oczyma w ziemi, zaprawieni w boje,
Idą posępne grenadyery twoje...

Drzewa, jak widma, stoją w mgle u drogi,
Pada z nich rdzawy, krwią ociekły liść,
Na trumnę wodza nieme patrzą wrogi,
Co miał inaczej do ojczyzny iść!
Otwarli drogę żałobnej kolumnie
I salutują — honorowi w trumnie!

Patrzcie, wrogowie: Tyle nam zostało
Z zwycięskich bojów śród tysiąca pól!
Sztandar bez plamy i to martwe ciało
Jeszcze krwawiące od ostatnich kul!
Wawrzyn na ranach, potrzaskane miecze
I krwawy orzeł, co skrzydłami wlecze!

Lecz nam tych prochów zazdrościć możecie,
Bo jest w nich świętość dla potomnych lat,
A kiedyś o nim pójdzie pieśń po świecie
I do wieśniaczych zawędruje chat —
I będzie Polak śnił od pacholęcia,
By mu Bóg zwrócił to, co wziął od księcia!