Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Litwo! gdzie twoi śpiewacy miłości?!...
Oto ofiarna czara, jak grób pusta,
I nienawiścią dyszą bratnie usta...
A tam — z ogromnej wieków dalekości —
Idzie duch smutny Zygmunta Augusta...

Przez bitew pola, przez doliny płaczu,
Przez mrok potępień i przez chwały zorzę
Idziesz z mogiły, o królu tułaczu!
Szukać swych ludów bijącego serca,
Co, jak dzwon, grzmiało na lądy i morze...

Śpią cicho w grobach żałosne Reytany
I śpiewak Litwy śpi z królami razem,
Na cichej Rossie, pod omszonym głazem,
Lirnik wioskowy rozkwitł w darń kobierca,
A serce żywych, jako dzwon — strzaskany!...

Litwo! pieśń twoja, ta arka przymierza,
Zrodzona w święte Promienistych lata,
Dziś w pierś litewską, jak w kamień, uderza
I w sercu brata — nie znajduje brata!...
Pieśń, jak błysk miecza i jak szept pacierza...

Od Bazylianów jeszcze echa dzwonią
I w Ostrej Bramie twarz ta sama świeci,
Z uliczek Wilna, z gwiazdami nad skronią,
Długim pochodem suną Filareci...
Dziady bez wnuków... Ojcowie bez dzieci...