Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Widm nie puszczając, co stoją za progiem,
Z siół twych i grodów, z powietrza i z ziemi,
Widm umęczonych drogi dalekiemi, —
Litwo! Tyś sama większym sobie wrogiem,
Niźli był niegdyś tamten wróg krzyżowy!

Jeżeli kiedy siwy chłop litewski
Nad wyoranym rdzawym mieczem stanie,
Może się tobie przyśni sen królewski
I, zadumanej pochylając głowy,
Dawną purpurę obaczysz — w łachmanie!...

Wspomnij! lecz choćbyś zapomniała o tem! —
My — na Wawelskie Konradowe lochy!
Na Grunwald, grzmiący skroś wieki z łoskotem!
Na bezmogilne Jasińskiego prochy! —
Miłość niezłomną ślubujesz z powrotem!...

I czyli razem, czy duchową bitwą
W jeszcze chmurniejsze pogrążeni cienie, —
Nie przestaniemy i na jedno mgnienie
Braterską ciebie pozdrawiać modlitwą:
Błogosławiona bądź, o Siostro!... Litwo!...