Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nad zgliszczami piękna Sława wzlata
I kwiat sypie na sarmackie zimy...
Wierszyk polski z francuskim się brata,
Ktoś z legionów kreśli włoskie rymy...
Tkliwych westchnień niepomny Filidy
Dafnis biegnie na ofiarę krwi...
Godło czasu: chorągwie i dzidy —
I dewiza: «Honneur et Patrie...»

Wodza słowa z pod Lipska ostatnie:
Jęk narodu posłany do Boga...
Dwu rąk blizkich uściśnienie bratnie:
Tam do Francyi... tam do Polski droga...
Włosy czyjeś, napis serce rwący:
«W życia wiośnie znalazł chlubny zgon...»
I liść suchy z tej wierzby płaczącéj
Z nad mogiły, gdzie spoczywa — On...

Pamięć w sercu pozostała na dnie,
Ale inny maj zawitał świeży...
Tak ułanom na konikach ładnie,
Tacy dzielni gwardyi grenadyerzy!
Ledwo wstanie nad Warszawą słońce,
Na Plac Saski publiczka, jak w dym...
W imionniku serce gorejące
I sztabowy adjutancik w niém...