Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecą, lecą słóweczka z pod piórka...
Nieostrożną kartkę wyciąć może?
Gra kapela dawnego mazurka,
Jakieś dawne majaczeją zorze...
Czujne gwiazdy... sztafety i ronty...
Łuny w górze, w dole oczy skrzą...
W imionniku któryś tam dziewiąty...
Wpół zatarty, wpół zalany łzą...

Coraz nowa rodzi się piosenka
Na pożółkłych stronicach sztambucha...
Potem: krzyżyk: Kicki — Ostrołęka,
Potem: przejście granicy... noc głucha...
Stary sztambuch, jak ogród cmentarny,
Zda się, jeszcze tchnie mogilna woń...
I kawałek wstążki modroczarnéj
Przylepiła kochająca dłoń...

Jakby senna harfiana muzyka
Zaśpiewała piosenką miłosną,
Ze starego kartek imionnika
Dawno zgasłą zapachniało wiosną.
Coś tam płacze, coś tęskni szalenie,
Jakby serce żywem czuciem drży...
I wionęło dalekie wspomnienie...
Grób i uśmiech... kochanie i łzy...