Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


X.

— No, i cóż, Zosiu? — spytał, pomagając żonie wysiąść z powozu — co powiedziała mama?
— Chodźmy do pokoju... powiem ci... A jakże mały? zdrów?
— Co mu brakuje? — wzruszył ramionami, idąc za żoną — alboż on zna co życie, co kłopoty?
Rozebrała się szybko z paltocika, mówiąc:
— Zaraz przyjdę, tylko zajrzę do dziecka.
Po dobrej chwili weszła do gabinetu, w którym kręcił się niecierpliwy mąż:
— Tak gadaj raz...