Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziwy człowiek — i całował w oba policzki — jedź ze mną, albo pijmy tutaj całą noc.
Do sali wszedł ekspedytor; pan Szyszkowski, zobaczywszy go, wstał i szedł ku niemu.
— Panie naczelniku — szeptała pani Zofia, zalewając się łzami — jedź pan z nim na miłość Boga: on ma przy sobie pieniądze, pogubi, straci...
Właśnie wracał, prowadząc za rękę ociągającego się ekspedytora, a widząc żonę nachyloną, zawołał:
— A ty co mówisz tam? ha?
— Proszę do nas naczelnika — bąknęła.
— Jedziesz, co?
— Jeśli dasz słowo, że odeszlesz mnie na piątą rano... pojadę.