Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/254

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tadziu! — przemówiła z żalem.
— Tak jedziemy już... Ty, Zosieńku, z gośćmi powozem, a ja z naczelnikiem na wózku.
— Ja nie mogę jechać; jutro u mnie służba.
— To i ja się nie ruszę: ty mój najlepszy przyjaciel, ja nie jadę bez ciebie.
— Nie mogę.
— Jedź z nami, naczelniku — namawiali go — i my jutro mamy robotę.
— Ee, co tam wasza robota — rzekł z lekceważeniem — radca w biurze spać możesz, a pan jak nie napisze, to i lepiej dla gazety.
— Ot, chwat z ciebie! — śmiał się gospodarz zabawy — zaraz widać, żeś nasz, szczery, praw-