Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cy ze stołu i rzucił w kierunku garsona.
— Ja ciebie nauczę odpowiadać panu... won wypędzę... hej, żandarm!
Przybiegła bufetowa z butelką szampana i, złorzecząc garsonowi, przebłagała rozgniewanego, nalewając w kieliszki.
— No, Zosieńku: kieliszek!
— Nie mogę — połykała łzy cisnące się.
— Tak co z tobą?.. No, zdrowie mojej żony, a duszkiem!
Wstali z ukłonami głębokimi.
— Hej! Oddałeś mi, coś znalazł.
— Tak, jaśnie panie.
— Masz, durniu, dla ciebie — i dał mu złotą monetę. — Znaj pana, i czuj duch!