Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wolne żarty! — uśmiechnął się ekspedytor — co kapnie, to i wsiąknie bez śladu.
— W kieszeń... Hej, pani, jeszcze dwa kieliszki.
— Nie mogę, jak Boga mego, nie mogę więcej — zaklinał się ekspedytor.
— Wstyd, panie Sielski — gromił pół żartem naczelnik — taki z pana Polak, co? Ucz się pan u Szyszkowskiego.
— Oho, z tej beczki, panie naczelniku, jak pić, to pić... Proszę jeszcze o dwa, ale mocnej.
Pani Zofia, usłyszawszy nazwisko męża, zwróciła baczną u wagę na pijących urzędników, którzy jednak w tej chwili byli zajęci sprawami kolejowemi i kolejką wódki.