Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pociągu, spytała, kiedy przyjdzie z Warszawy.
— Za dwadzieścia minut.
— Dobrze.
Po chwili weszło kilku podróżnych, stawiając hałaśliwie podręczne kuferki na kanapki plecione. Do sali weszli szybko dwaj urzędnicy kolejowi, widoczni po mundurach, stanęli przed bufetem:
— Dwa mocnej... z kroplami...
— Dla mnie czystej.
— Panie naczelniku — przemówił szczupły brunet z wielkim wąsem — lepsza z kroplami.
— Wam w ekspedycyi padają krople z ekspedycyi — zaśmiał się naczelnik, nizki, przysadkowaty blondyn — ale u nas w ruchu bieda.