Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bli; męczyła nieustannem oczekiwaniem gości i przyjezdnych; czuć ją było kurzem, pyłem i dymem węglowym, zapachem wódki i piwa, odorem zepsutej kuchni i parą gotującego się samowara.
Ziewające nudy przerywał tylko łoskot przesuwanych wagonów na stacyi i zmęczone ruchy bufetowej, porządkującej talerzyki z przekąskami na ladzie.
Przed nadejściem pociągu z Warszawy, zjawił się w sali garson, młody, niewyraźny blondyn, z przebiegłym uśmiechem na zużytej twarzy; podszedł cicho do siedzącej pani Zofii, pytając z ukłonem:
— Może herbaty? kawy?
— Dziękuję — a chociaż wiedziała dobrze godzinę przybycia