Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Bo ich nie stać na wybryki szalone.
— To niech sobie siedzą na wsi... czort z nimi... Czy już skończyłaś?
Otarła oczy z łez, wstała i z wymuszonym uśmiechem zbliżyła się do męża.
— Tadziu, mój drogi Tadziu — mówiła czule, całując go — ureguluj te długi, zaprzestań hulatyk...
— Hm... łatwo gadać: ureguluj długi! — uśmiechnął się — ale jak? ale skąd?
— Możebyś dostał na hypotekę... zawsze to mniejszy procent, aniżeli lichwa żydowska.
— Tak pomyślę o tem, poradzę się... Ot pisał ja po pieniądze do mojego wierzyciela; przyj-