Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak mówisz, że ja tracę, hulam, no a za czyje pieniądze? Może za twoje?... Czy ja wziął co za tobą? czy choć kopiejkę?... W domu nudno, smutno, ciągłe sceny, komedye, płacze... a ja wesoły człowiek, nie lubię tego, i znalazł sobie kamratów dobrych, to i jadę do nich.
— Ale kto taki? Oni cię wyzyskują, zabierają pieniądze, jakieś urwisy...
— Ot, milczałabyś i tyle... to porządni ludzie, urzędnicy z kolei, z banków, z kantorów, oni mają honor, a nie są tak zarozumiali i głupi, jak wasze szlachcice, co to umieją gadać tylko o gospodarstwie, podatkach, polityce, ani z nimi pić, ani się weselić po ludzku.