Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Stroje nie są mi w głowie... a zresztą po co mi się ubierać, kiedy ty zawsze za domem...
— Tak nie głupim słuchać twego narzekania i widzieć cię taką osowiałą i beksiwą... żona powinna być wesoła jak kotka, a strojna jak na bal... tożbym siedział w domu i hołubił ciebie...
— O tem później pogadamy — westchnęła.
— A teraz o czem? — zaśmiał się.
— Wczoraj był Judka...
— Było go za drzwi wyrzucić.
— Upomina się o pięć tysięcy...
— Tak? skądże to naliczył?
— Ma już wyrok i grozi komornikiem — zalała się łzami.
— Złodziej, psia wiara żyd! —