Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rej, podniszczonej sukni, uczesana niedbale.
— Tadziu! — przemówiła nieśmiało.
Odwrócił się chmurny od okna.
— Czego chcesz?
— Mam z tobą do pomówienia.
— Tak i gadaj... byle krótko.
Weszła, zamykając starannie drzwi za sobą, i usiadła na kanapce.
Stanął przed nią, zapalając papierosa, ubrany w nowy garnitur, spojrzał drwiąco na jej zaplamioną suknię, a chowając srebrny portcygar w boczną kieszeń, odezwał się:
— Ot, młoda żonka z ciebie: suknia jak u klucznicy, trzewiki stare, włosy na cztery wiatry, ręce brudne... tak i przyjemność mężowi...