Strona:Artur Conan Doyle-Groźny cień.djvu/173

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    brzeżu wszystkie swoje siły, ponieważ Boney bezpiecznie krył się pod gęstą osloną pogranicznych fortec i nikt nie mógł przewidzieć, z której strony zwali się na nas owa groźna, śmiercionośna chmura...
    W każdym razie należało przypuszczać, iż wtargnie tędy, gdzie będziemy się najmniej spodziewać.
    Popierwsze, mógł wsunąć się pomiędzy nas i morze i odgrodzić w ten sposób od Anglii, — powtóre — nic na pozór nie przeszkadzało mu niebezpiecznym klinem wbić się między armie angielskie i pruskie. Na szczęście Książę nasz równie jak tamten okazywał się przebiegly, — gromadzil wkoło siebie kawaleryę, a lekką jazdę i piechotę rozrzucił po Belgii, niby niezmierną jakąś pajęczynę i przytem czynił to tak mądrze, że gdyby jeden chociaż Francuz przestąpił granicę, mogliśmy bardzo szybko skupić potrzebne siły w każdym zagrożonym punkcie.
    Mnie osobiście działo się w Ath doskonale, ludzie tamtejsi są poczciwi i pełni prostoty.
    Do końca życia naprzykład nie zapomnę dobroci Bois, pewnego dzierżawcy, na którego polach rozkazano nam stanąć obozem.
    W chwilach wolnych od ćwiczeń wznieśliśmy mu przez wdzięczność drewnianą stodołę, a ja i Jeb Seaton, najlepszy kolega, nieraz z własnej ochoty rozwieszaliśmy jego bieliznę na sznurach, a zapach wilgotnego płótna w dziwny jakiś sposób przenosił nas myślą do opuszczonego kraju