Strona:Antoni Ossendowski - Po szerokim świecie.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Płonąca, jak roztopione złoto, Sewilla, to jest prawdziwa Hiszpanja — Andaluzja, mieszanina wielkich inkwizytorów i wodzów, konkwistadorów i alchemików, Sewilla, modląca się ekstatycznie w cudownej katedrze i także ekstatycznie oddana miłości ziemskiej, krwawym „corridas“, walce na „nawachy“, czyli krzywe noże, pietystycznie rozkochana w swoim przepięknym Alkazarze, w domku Murilla, w pałacu krwawego Alby, co to niegdyś pił krew heretyków flamandzkich; mieszanina hiszpańskich „cabaleros“ z maurytańskiemi, smagłemi kobietami ze zburzonych haremów i płomienno-okich Andaluzjanek z czarnemi wojownikami berberyjskimi, mieszanina zgrabnych górali z Sierra Moreny z wężowatemi tancerkami — hitanami, które tak lubią o pokrewieństwie swojem z faraonami śpiewać, szeptać i wzdychać w cieniu palm daktylowych, lub siedząc o zmroku pod żywopłotem z kłujących „Higa Chumbos“.
O tem wszystkiem z humorem czysto warszawskim opowiedzieć podróżnikowi potrafi inteligentny i spostrzegawczy przewodnik oficjalny — pan Jan Ciborowski, prawie jedyny Polak na całym półwyspie Pirenejów.
Wreszcie Grenada, cicha i poważna, uśpiona w mgle przeszłości krwawej a wspaniałej, marząca, jakoś tęsknie, u stóp Sierra-Newady, z wiecznemi śniegami w głębokich szczelinach jej szczytów, które od jedenastu wieków przyglądają się zmiennym losom maurytańskiej, a później arcychrześcijańskiej Alhambry, gdzie w salach i galerjach, w słonecznych „patio“ suną pogodzone już na zawsze ze sobą cienie