Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


miejscowych kolonistów. Podszedł pod sam Khatchył niespostrzeżenie i tylko moja grupa, ponieważ zawsze byliśmy czujni, zdążyła na czas opuścić osadę i forsownym marszem w jedną dobę oddalić się od nieszczęśliwego Khatchyłu o dziewięćdziesiąt kilometrów. Koloniści zaś wpadli w ręce bolszewików, zostali ograbieni, częściowo zamordowani przy obronie swych domów, częściowo wywiezieni do Irkucka, gdzie byli rozstrzelani.
My zaś, odjechawszy jeszcze około pięćdziesiąt kilometrów, dotarliśmy do buddyjskiego klasztoru Mureń-Kure, stojącego na brzegu rzeki Tajrys. Zbliżając się do klasztoru, spotkaliśmy rosyjskiego kupca Teternikowa, który mieszkał w rosyjsko-chińskiej handlowej osadzie przy klasztorze, jak to zawsze bywa w Mongolji, gdzie przy klasztorach powstają osady, zakładane przez chińskich i rosyjskich kupców.
Teternikow zaprosił nas do siebie dla wypoczynku. Bardzo gościnnie i nad wyraz serdecznie podejmowała nas żona Teternikowa, pani Tatjana.
Odrazu poczuliśmy się jak wśród najżyczliwszych przyjaciół. Gospodarze, jak mogli, dogadzali nam, chociaż wiedzieli, że płacić nie możemy, że jesteśmy uciekinierami, że musimy jechać dalej, i że za przyjęcie nas będą ciężko pokutowali w razie przyjścia bolszewików do Mureń-Kure. Nie spostrzegliśmy się, jak wszyst-