Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Tylko tyle? — zdziwił się baron Korf. — Może jeszcze coś?
— Być może, po otrzymaniu dyplomu będę prosił pana generała o więcej, tymczasem nie mam innego pragnienia.
— Dobrze! — rzekł generał, a jego oczy badawczo i rzewnie zarazem patrzyły w smutną twarz młodzieńca.

VII.

Kowal na kilka dni powrócił na Olchon, aby pożegnać swoich przyjaciół i dać wskazówki na najbliższy czas. Nie było granic rozpaczy osadników. Buszak wprost odchodził od zmysłów. Cała osada wyległa na brzeg, kiedy parowiec z Kowalem odpływał. Długo słyszał student głośny płacz, jęki i dzikie, pełne trwogi wycie mieszkańców samotnej wyspy na Bajkale.
Baron Korf zaopiekował się Kowalem z całą serdecznością. Wyrobił dla niego pozwolenie na pobyt w Kazaniu, gdzie istniał uniwersytet, wydał mu znaczną zapomogę pieniężną i posłał listy polecające do gubernatora, rektora uniwersytetu i swego osobistego przyjaciela, profesora Wilhelma Kuhnera, Niemca z kraju Nadbałtyckiego, z którego pochodziła rodzina barona. W ciągu niespełna pięciu miesięcy Kowal złożył wszystkie egzamina, praktykę w klinikach, gdzie