Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szanowaniem do niego przyjęły! Do niej....do wolności, miłości i nowej pracy dla ludzi...razem z nią!
Te myśli rozsadzały mu mózg, łzy wyciskały z oczu, zmuszały serce ściskać się jakimś rozkosznym bólem. Ale, gdy już miał usta otworzyć i staremu generałowi życzenie swoje wypowiedzieć, jakiś obcy, nieznany głos dobitnie szepnął mu do ucha:
— Co tam znajdziesz? Czy jesteś teraz jej pewny? Czy nie spotka cię nowa męka i ból? Nie spiesz się, młodzieńcze, niech wszystko idzie swoją drogą, niech płynie życie tak, jak kieruje nim łożysko, wyryte ręką Losu...
Drgnął i słuchał dalej tego szeptu tajemniczego:
— Co przywieziesz ze sobą, oprócz siebie samego, nieznanego tam i niezrozumiałego dla niej piękna twego czynu i udręki dni twoich na wygnaniu?
Kowal ochłonął. Spojrzał w dobrotliwą i uważną twarz siedzącego obok starca i rzekł:
— Panie generale! Mam prośbę... Przed zesłaniem na Syberję pozostawał mi jeden rok do ukończenia medycyny... Przez te trzy lata pobytu tu nabrałem dużo praktyki, doświadczenia, a czytałem ciągle. Jestem przygotowany do egzaminu dyplomowego. Prosiłbym o pozwolenie wyjechać stąd do najbliższego uniwersytetu i złożyć egzamina...