Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zaczął głośno i żałośnie szlochać.
Nareszcie, zabrawszy trochę swoich rzeczy, Kowal, odprowadzony przez całą gromadę, wsiadł do czółenka i podjechał do statku, gdzie go spotkano nader grzecznie i nawet z pewnymi honorami.
Statek zahuczał i, siekąc wodę śrubą, odpływać zaczął. Kowal długo widział tłum zrozpaczonych i strwożonych osadników, który się nie rozchodził, aż statek znikł im z oczu, płynąc na południe.

VI.

Kowal porzucił statek w wielkim siole Kułtuk, gdzie oczekiwał go dobry powóz, którym dojechał do Irkucka. W kancelarji gubernatora, poinformowano go, że dla niego został wyznaczony w hotelu duży pokój, gdzie może się przebrać i wtedy będzie przedstawiony generałowi.
O godzinie ósmej wieczorem przybył do Kowala adjutant i odwiózł go do pałacu gubernatorskiego. Niebawem wprowadzono studenta do gabinetu.
Przy dużym biurku, zarzuconym papierami i książkami, siedział wysoki siwy o rozumnej i dobrotliwej twarzy generał. Był to baron Korf, uczony i podróżnik, niemiec, mający wielkie wpływy przy dworze cara.